Archiwa kategorii: Pisanie tekstów

Jeszcze trochę poezji

Kolejny mój wiersz. Co o nim myślicie?

Ręce

Obejmują czule kochanka,

Odtrącają w złości wroga,

Chwytają w potrzebie tonącego

Czasem ściskając zbyt mocno.

Załamują się nad losem sierot,

Prostują na baczność przed obcym,

Drżą z niepokoju o dziecko,

Dają ciepło i ukojenie.

Otulają z troską, głaskają,

Machają do tych, co daleko,

Ocierając łzę wzruszenia.

Dwie ręce: dziesięć palców,

Dwie dłonie i dwa ramiona.

Tak mało, a jednak krocie.

Bez nich nie bylibyśmy sobą.

O życiu po raz drugi

A może wypowiecie się na ten temat? Zapraszam :)

Wędrówka

Wszyscy idziemy nieporadnie, często się potykając,

Gubimy się w labiryncie własnych kroków,

Brniemy coraz głębiej w bagno życia,

Chcąc się z niego wydostać czym prędzej.

Stąpamy ostrożnie, by nie nadepnąć komuś na odcisk,

Maszerujemy uważnie, noga za nogą, nie chcąc się narazić,

Zdążamy w sobie tylko znanym celu

W różnym tempie akcentując kroki.

Chcemy wiedzieć czy azymut został obrany właściwie

Zgodnie z rytmem naszej wędrówki.

Przemknęliśmy się chyłkiem,

Lub świadomie całkiem stawialiśmy stopy.

Nasze kroki zostawiły ślady,

Które kiedyś zwieje wiatr niepamięci.

O życiu

Poniżej jeden z moich wierszy. Chciałabym poznać Wasze zdanie na jego temat.

Okruszek

Kroisz życie jak tort

Na kawałki wspomnień.

Podziwiasz całą kolekcję

W gablocie umysłu.

Myjesz łzą wzruszenia,

Polerujesz szmatką

I odstawiasz na półkę

Do następnego razu.

Zerkasz jeszcze na dywan,

Na malutki okruszek,

On sam jeden

Poniewiera się w kącie.

Schylasz się zatem nisko,

By go nie utracić.

Z całego tortu bowiem

Tylko on ci pozostał.

Trochę poezji na wiosnę

Poniżej zamieszczam jeden z moich wierszy. Mam nadzieję, że wiosna zagości także w Waszych sercach. Życzę Wam tego ze wszystkich sił ;).

Wiosna

Zieleń ocknęła się z letargu,

Soczystym płaszczem

Otula wszystko wokół.

Pająki snują girlandy z nitek

Niczym krawcy

Najprzedniejsze stroje.

Powietrze pachnie

Koktajlem pierwszych kwiatów,

Wibruje nutką świeżości.

Skowronek wzniósł się

Nad polem wysoko,

Oznajmia wszystkim,

Że nadeszła wiosna.

Chemia miłości

Kochani,

Niedawno był Dzień Zakochanych, dużymi krokami idzie wiosna. Podobno ta pora roku sprzyja miłości. W związku z tym chciałabym podzielić się z Wami pewną historią, która dotyczy uczuć. Czy istnieje coś takiego jak chemia miłości? Ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat. Piszcie śmiało. :)

Chemia

Między dwojgiem ludzi powinna być chemia. Jej brak, tak samo jak stwierdzenia: „zawsze” i „nigdy”, tworzą pustkę, która z czasem się pogłębia. Znam kobietę, która pogubiła się w tym wszystkim. Od dziesięciu lat przykładna mężatka, bezdzietna, bo los tak chciał. Z mężem poza wspólnym mieszkaniem nie łączyło ich właściwie nic. On wracał z pracy, siadał na kanapie przed telewizorem z piwem w ręku, ona wracała z pracy i szykowała dla nich późny obiad. Nie kłócili się, bo po co? Jednak także z tego samego powodu nie rozmawiali. Owszem, mówili do siebie, a właściwie informowali się o sprawach wzajemnych: że trzeba zrobić zakupy, że pralka się zepsuła, że on chciałby, by poszła z nim na zakupy, bo potrzebuje nowych spodni, a kompletnie nie wie, co się teraz nosi, że trzeba zapłacić rachunek za prąd, że on dziś wróci później z pracy i niech ona nie szykuje obiadu, bo on zje w pracy…

Okazało się, że te powroty stały się coraz częstsze i ona ciągle jadła obiad w towarzystwie mamy, siostry, koleżanki. Pewnego dnia, gdy poszedł pod prysznic, dostał SMS od Ilony o treści: „Czekam. Tęsknię.”. Zdenerwowała się i wyszła na balkon zapalić papierosa. Wyszedł z łazienki cały ociekający wodą, chciał się przytulić, a może coś więcej, a ona wyjechała mu wtedy z tą Iloną i czekała na reakcję. Zrozumiał, odsunął się, nie zaprzeczył. Po chwili oznajmił, że wychodzi, że ma jeszcze coś do załatwienia. Nie wrócił na noc. Wiedziała, bo ryczała w poduszkę do czwartej nad ranem. Potem postanowiła wziąć wreszcie sprawy w swoje ręce. Pomyślała, że gdyby mieli dziecko, to może byłoby inaczej.

W pracy opowiedziała koleżankom o wczorajszym zajściu, a one poradziły, by się rozwiodła. Posłuchała, bo w końcu czemu ma tolerować taką stagnację? Jest jeszcze młoda, pełna energii, siedzenie w kapciach przed telewizorem nie dla niej. Zaczęła korzystać z aplikacji randkowej, spotykać się z mężczyznami. Jeden okazał się wyjątkowo obiecujący, pojechała do niego na noc. O dziwo, do niczego nie doszło, tylko przytulali się i rozmawiali. Okazało się, że on ma stwardnienie rozsiane, tylko chciał jej o tym powiedzieć osobiście. Nie wiedziała jeszcze, czym jest to schorzenie, a może potrzebowała mieć się kim opiekować. W każdym razie została.

Rozwiedli się bez orzekania o winie. Dowiedziała się od znajomej, że jej mąż nie jest już z Iloną. Trudno powiedzieć, co wtedy poczuła. A jej obecny partner był cierpliwy właściwie tylko przez miesiąc. Potem zaczął tłuc talerze, krzyczeć. Zrzucała to na karb choroby. Miała swoją potrzebną do życia adrenalinę. W łóżku nie było jej wcale lepiej niż z byłym. Może tak musi być? – myślała i brnęła w ten związek dalej. Trwało to pół roku. Życie w ciągłym strachu, bo nie wiadomo, jaki dziś będzie miał humor. Nie wytrzymała, odeszła do swojego starego mieszkania, którego jakimś trafem nie sprzedała.

Potem pojawił się Tomek. Starszy o pięć lat, poznali się w sklepie. Zapytał, czy może dać mu swój numer telefonu. Pomyślała, że nie robi nic złego, tym bardziej, że jej się spodobał. Poprzedni faceci, z wyglądu – „połamańce”, nie mogliby dorównać Tomkowi, który nie stronił od siłowni. Zadzwonił jeszcze tego samego wieczoru. Spotkała się z nim i poszli do łóżka. Tak po prostu. Okazało się to dla niej strzałem w dziesiątkę. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Widywali się regularnie. Okazało się, że ma narzeczoną, jednak nie chce z nią się żenić. Tamta oczywiście nic nie wiedziała o ich spotkaniach. W zasadzie nie przeszkadzało jej bycie tą drugą, bo po raz pierwszy w życiu odkryła, czym jest seks i jak czerpać z niego radość. Kiedy jednak dowiedziała się, że Tomek ma jakieś powiązania ze światem przestępczym, szybko zakończyła znajomość. Dla odmiany kupiła psa, z którym wieczorami siadała na kanapie i było jej dobrze, nie narzekała.

Co jakiś czas widywała się ze swoim byłym mężem. Nie sposób bowiem, mieszkając na jednym osiedlu, tego nie robić. Pewnego dnia zaprosił ją na kawę i powiedział, że chciałby wrócić. Że próbował ułożyć sobie życie inaczej, jednak nie wyszło i że z nikim nie żyło mu się tak dobrze jak z nią. Powiedziała, że to przemyśli i już nazajutrz zadzwoniła do niego wyrażając zgodę.

To już koniec tej historii. Uprzedzając wasze pytanie powiem, że ponownego ślubu nie wzięli, jednak mieszkają razem i są postrzegani jak „stare dobre małżeństwo”. I gdzie ta chemia? – spytacie. Widocznie nie jest nią to, co wszyscy powszechnie uważamy.

Smutna historia?

Dziś zamieszczam historię, która mogła wydarzyć się naprawdę. Trzymam kciuki za jej bohaterkę. Ten znak zapytania ma symbolizować pozytywne zakończenie.

Przebudzenie

Tak, urodziłam córeczkę. Teraz ma 3 lata, duża z niej dziewczynka i taka kochana. Może i śliczna, jednak nie to jest najważniejsze. Że przesadzam? Tak myślałam po jej urodzeniu, a teraz się boję, że jutro już nie obudzę się i nie będę mogła na nią popatrzeć, ucałować jej malutkich stópek, przytulić i powąchać jak pachnie. Nie patrz tak na mnie, nie zwariowałam. Zaraz ci pokażę. Widzisz? Teraz rozumiesz? Nie wiedziałaś, że to peruka? Przecież moje włosy nigdy nie były mocne. Może teraz, gdy ten meszek odrośnie? Nigdy nie wiadomo. Nie potrzebuję litości, nie przytulaj mnie. Łaknęłam tego, gdy Lila miała osiem miesięcy. Wtedy jednak nie było przy mnie nikogo, tylko Tomek i moi rodzice. Przyjaciele, znajomi nagle przestali dzwonić, przychodzić, interesować się. Doszło do tego, że przechodzili na drugą stronę ulicy udając, że mnie nie poznają. Że schudłam, że zbladłam? To ma być powód? A może myśleli, że to zaraźliwe? Czułam się jak trędowata. W głowie układałam najczarniejsze scenariusze, byłam nie do wytrzymania i ten dobijający ból głowy i brak siły na cokolwiek. Nawet, gdybym bardzo chciała, to nie mogłam. Moje nogi i pozostałe członki odmawiały posłuszeństwa. Potem było jeszcze gorzej. Do tego wszystkiego ten strach, że umrę, choć nie byłam na to gotowa. Ile łez wylałam, ile razy myślałam, że może lepszym wyjściem byłoby samobójstwo? Zaraz przychodziła refleksja: no przecież jest Lila, nie mogę tego zrobić i… tak naprawdę nie chcę. Może powinnam czuć się wybrana, bo w moim wieku zachorowuje podobno jedna osoba na sto tysięcy. Poza tym lekarze dają mi sześćdziesiąt procent szans na przeżycie. Że to dużo i żebym się nie martwiła? Nie ośmieszaj się. Przecież nie wiesz nic o mnie i o tym, co czuję. Nikt z twoich bliskich tak nie cierpiał. Czasem myślę, że to spotkało mnie za karę. Bywałam podła, nie dawałam się podporządkować nikomu. Zobacz jaki Tomek miał ze mną krzyż pański, ile musiał się nachodzić, natrudzić, żebyśmy byli razem. Zachowywałam się jak rozkapryszona księżniczka. No co tak patrzysz? Myślę, że to było mi potrzebne, żeby zrozumieć i ustalić nowe priorytety. Mam nadzieję, że najgorsze za mną, że pokonałam to draństwo. Jednak nigdy nie możesz być pewna jutra. Nie powinnaś układać długofalowych planów, bo lekarz zleci badanie krwi, dasz sobie jej trochę upuścić, niczego się nie spodziewając, a to zmieni całe twoje życie.

Teraz już rozumiesz dlaczego mój system wartości jest inny? Wymyśliłam go na nowo dla Lilki i dla siebie. To tak, jakbym się przebudziła do innego życia. Dobrze, że już jest wiosna…